Wydatki Autor: PrzemekFinanse |

Jak podzielić wypłatę, żeby starczyła do końca miesiąca?

Cześć, mam problem z tym, że po wypłacie wszystko wygląda okej, a koło 20. dnia miesiąca zaczyna się kombinowanie skąd wziąć na bieżące rzeczy. Chciałbym ogarnąć prosty schemat: w jakiej kolejności rozdzielić pensję po wpływie, żeby najpierw zabezpieczyć stałe opłaty, a dopiero potem resztę. Najbardziej rozwalają mnie wydatki nieregularne typu ubezpieczenie auta, naprawy, prezenty albo jakieś wizyty u lekarza, bo zawsze „wpadają” w złym momencie. Myślę też o realnym limicie tygodniowym, ale nie wiem jak go policzyć, żeby nie był ani zbyt ciasny, ani zbyt luźny. Jak Wy to robicie w praktyce, żeby budżet się nie rozjeżdżał (zwłaszcza przy płatnościach kartą) i żeby na koniec miesiąca nie było zera?

Dyskusja Ekspertów

7 Komentarzy
M
Marta_dom
Ja bym zaczęła od tego, żeby od razu po wpływie zrobić „3 kupki”: stałe opłaty (rachunki/kredyt), fundusz na nieregularne (ubezpieczenie auta, lekarz, prezenty) i dopiero potem kasa na życie na co tydzień. Na nieregularne działa prosta zasada: biorę roczną sumę takich kosztów, dzielę przez 12 i przelewam co miesiąc na osobne konto, wtedy te wydatki nie wywracają budżetu 20. dnia. Resztę dzielę na 4 tygodnie i trzymam się limitu tygodniowego, bo „miesięczny” łatwo się rozmywa. Jak chcesz prosty schemat kolejności i przykład z limitem tygodniowym, to jest fajny materiał do poczytania: Jak podzielić wypłatę, żeby starczyła do końca miesiąca. Masz już spisaną listę tych nieregularnych z ostatnich 12 miesięcy, żeby policzyć realną średnią?
D
DorotaM
Ja sobie to uprościłam tak, że zaraz po wypłacie najpierw odkładam na stałe opłaty i osobno małą kwotę na wydatki nieregularne, nawet jeśli na początku wydaje się symboliczna. Dopiero z tego, co zostaje, wyliczam realny limit na tydzień, bo miesięcznie łatwo się oszukać. Przy takich rzeczach jak ubezpieczenie, lekarz czy prezenty najlepiej potraktować je jak normalny rachunek co miesiąc, a nie „niespodziankę”, wtedy końcówka miesiąca mniej boli.
A
ania_lokuje
Też bym szła właśnie takim tokiem, bo wtedy najpierw ogarniasz to, co pewne, a nie liczysz na to, że „jakoś się ułoży” pod koniec miesiąca. Przy nieregularnych wydatkach najlepiej naprawdę policzyć sobie średnią miesięczną i traktować to jak normalny rachunek, wtedy nie ma potem szoku, że nagle trzeba wydać większą kwotę. Do tego ustaliłabym sobie sztywny limit na tydzień, bo łatwiej pilnować mniejszych kwot niż całej pensji naraz. Podobny watek byl tez tutaj: Budżet domowy w zeszycie: jak to ogarnąć, żeby nic mi nie uciekało?.
M
MagdaW
Też bym w to szła, bo taki podział od razu po wpływie naprawdę porządkuje temat i mniej kusi, żeby wydać za dużo na starcie. U mnie najlepiej zadziałało doliczanie do stałych opłat jeszcze małej „poduszki” na te wszystkie nieregularne rzeczy, bo wtedy nagły wydatek nie rozwala całego miesiąca. Limit tygodniowy też jest dużo łatwiejszy do upilnowania niż patrzenie ogólnie na całą kwotę do następnej wypłaty.
K
KacperF
Ja sobie to uprościłem tak, że zaraz po wypłacie odkładam najpierw na stałe opłaty i osobno na wydatki nieregularne, liczone miesięcznie nawet jeśli wypadają raz czy dwa razy w roku. Dopiero z tego, co zostanie, robię budżet na życie i dzielę go na 4 tygodnie, bo wtedy od razu widać, czy w połowie miesiąca nie jadę za ostro. Najgorsze jest udawanie, że ubezpieczenie, lekarz czy prezenty to „niespodzianki”, skoro one i tak prędzej czy później wpadają.
K
KarolK
Ja sobie to uprościłem tak, że zaraz po wypłacie odkładam najpierw na stałe opłaty, potem osobno na rzeczy nieregularne, wyliczone mniej więcej miesięcznie, a dopiero z tego co zostanie robię budżet na życie. Dobrze działa też podzielenie tej reszty na 4 tygodnie, wtedy od razu widać, czy w połowie miesiąca nie jedziesz za szeroko. Najgorsze są właśnie te „niewidzialne” koszty jak lekarz, prezenty czy auto, więc bez osobnej puli na nie zawsze będzie wrażenie, że kasa nagle znika.
K
KornelK
Ja sobie to uprościłem tak, że zaraz po wypłacie najpierw odkładam na stałe opłaty i na osobną pulę na wydatki nieregularne, liczoną miesięcznie nawet jeśli rachunek wpadnie dopiero za kilka miesięcy. Dopiero z tego, co zostanie, wyznaczam sobie realny limit na życie, najlepiej tygodniowy, bo wtedy szybciej widać, że coś się rozjeżdża. U mnie największa zmiana była taka, że przestałem traktować prezenty, lekarza czy naprawy jako „niespodzianki”, tylko jako normalny koszt, który po prostu czeka na swoją kolej.