Prowadzę małą spółkę z o.o. (2 wspólników, bez rady nadzorczej) w branży usług marketingowych i od około roku mamy stabilne przychody rzędu 60–90 tys. zł miesięcznie. Większość zysku chcemy zostawiać w firmie na rozwój, ale raz na jakiś czas planujemy wypłacać część środków wspólnikom. Coraz częściej przewija mi się temat estońskiego CIT i zastanawiam się, czy przy takiej skali i modelu działania w ogóle warto w to wchodzić. Czy są jakieś typowe sytuacje, które później okazują się „ukrytymi zyskami” (np. prywatne użycie sprzętu, auto, świadczenia dla wspólników) i robią problemy? Jak wygląda przejście na estoński CIT od strony formalnej i terminów, jeśli chcielibyśmy startować od przyszłego roku podatkowego? I co najważniejsze: czy da się to ogarnąć bez przepalania budżetu na księgowość, czy raczej jest to rozwiązanie tylko dla większych spółek?
Firma
Autor: Jarek1985
|
Dyskusja Ekspertów